Wiadomości
Kpt. Radek Vrabec, siły lądowe: Zawsze pociągały mnie wyzwania // Humans of NATO Days
Co to znaczy być „oczami i uszami” dowódcy w terenie? Ujawnił nam to kpt. Radek Vrabec, który pracuje jako zastępca dowódcy kompanii rozpoznawczej w 102. batalionie rozpoznawczym w Prostějovie. W wywiadzie opowiedział o drodze do rozpoznania powietrzno-desantowego, o wymagającym szkoleniu i o tym, dlaczego nie ma stereotypu w ich pracy. Opowiedział nam także o swoich doświadczeniach z misji zagranicznych w Afganistanie i Mali, rozmieszczenia w szpitalach w czasie pandemii oraz współpracy z siłami powietrznymi helikopterów w czasie demonstracji, podczas Dni NATO w Ostrawie & Dni Sił Powietrznych Armii RC i nie tylko.
Czy możesz się nam najpierw przedstawić?
Od czternastu lat służę w Armii Republiki Czeskiej, a obecnie pełnię funkcję zastępcy dowódcy Kompanii Rozpoznawczej w 102. Batalionie Rozpoznawczym w Prostějovie. Moja praca jest dla mnie połączeniem dyscypliny, ciągłego samodoskonalenia i odpowiedzialności za ludzi, którymi dowodzę i z którymi służę.
Dlaczego zdecydowałeś się wstąpić do Armii Republiki Czeskiej?
To nie był zupełny przypadek. Zawsze pociągały mnie wyzwania, które nie są dla każdego i środowiska, w których słowa i charakter mają swoją wagę. Chciałem wykonywać zawód o głębszym znaczeniu, który wystawi mnie na próbę fizycznie i psychicznie i zapewni przygodę, o którą trudno w zwykłym, cywilnym życiu. W wojsku znalazłem dokładnie taką równowagę pomiędzy odpowiedzialnością i działaniem, jakiej szukałem.
Studia w Dowództwie Szkolenia – Akademii Wojskowej w Vyškovie ukończyłeś z nagrodą dla najlepszego absolwenta. Czy to był twój cel? A czy nagroda – pamiątkowy miecz – ma swoje honorowe miejsce?
Tak, jak wspomniałaś, ukończyłem studia w Dowództwie Szkolenia – Akademii Wojskowej w Vyškovie z nagrodą dla najlepszego absolwenta. Szczerze mówiąc, zdobycie nagrody nie było moim głównym celem. Zacząłem od założenia, że chcę wycisnąć z siebie jak najwięcej, chcę się doskonalić, zdobywać nową wiedzę i doświadczenie, które będę mógł później wykorzystać w oddziale. Ale najważniejszą rzeczą, którą zabrałem, były nowe przyjaźnie i więzi z ludźmi, które trwają do dziś. To, że najlepsze wyniki osiągnąłem na koniec, widzę jako taki słodki punkt. A co do miecza, to oczywiście wisi on w moim gabinecie na honorowym miejscu, jednak nie uważam go za największe osiągnięcie w mojej karierze. Za swój największy sukces uważam zwycięstwo w zawodach patroli rozpoznawczych, wspominam ten sukces znacznie częściej.
Jesteś zastępcą dowódcy kompanii rozpoznawczej w 102. batalionie rozpoznawczym w Prostějovie. Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Jaki jest opis Twojej pracy?
Nie znajdziesz tu stereotypu. Jako gwarant szkoleń poświęcam dużo czasu na planowanie i administrację szkoleń, ale moja praca z jednostką skupia się na ich szkoleniu. Skupiamy się przede wszystkim na treningu fizycznym, strzeleckim i taktycznym, które idą z nami w parze. Jedno nie działa bez drugiego w rzeczywistych wdrożeniach. Nasza praca jest bardzo specyficzna i każdemu stawiamy wysokie wymagania. Jesteśmy jednostką powietrzno-desantową, dlatego nasze rozmieszczanie odbywa się również na spadochronach, co wymaga precyzji i całkowitej koncentracji. Przecież właśnie dlatego z dumą nosimy nazwę 102. Batalionu Rozpoznawczego generała Karela Palečka. Generał Paleček był założycielem naszych oddziałów powietrzno-desantowych.
Co mamy rozumieć przez badania? Jakie zadania wykonujesz?
Naszym zdaniem rozpoznanie to złożona działalność, której celem jest uzyskanie w odpowiednim czasie informacji o wrogu i terenie. Zasadniczo jesteśmy „oczami i uszami” dowódcy. Naszym zadaniem jest niezauważone przedostanie się w obszar zainteresowania, czy to w pobliżu własnych jednostek, czy w głąb tyłów wroga, i zdobycie danych kluczowych dla podjęcia decyzji i powodzenia całej operacji.
W praktyce oznacza to wielogodzinne ukryte obserwacje, monitorowanie przemieszczania się sprzętu czy poszukiwanie celów w każdych warunkach pogodowych i w każdym środowisku. Informacja jest najcenniejszym towarem we współczesnym konflikcie, pozwala przewidywać ruchy przeciwnika i eliminować niespodzianki. Dlatego w badaniu nie chodzi tylko o odwagę bycia na pierwszej linii frontu, ale przede wszystkim o cierpliwość, precyzję i umiejętność analitycznej oceny tego, co widzimy w terenie.
Podczas demonstracji w DN współpracujecie z 22. ZVZ. Czy ta współpraca przebiega podobnie do tego, co widzą zwiedzający, czy też czym różni się w praktyce?
Demonstracja dla publiczności to spektakularne widowisko, w którym stawką są czas i wrażenia wizualne. W praktyce jest dużo surowiej. Współpraca z 22. Bazą Lotnictwa Śmigłowcowego jest w naszym batalionie stała i integralną częścią szkolenia naszych jednostek. Podczas gdy ludzie widzą przypływ adrenaliny na Dniach NATO, tak w kompleksie za nim kryją się wielogodzinne treningi na sucho, podczas których skupiamy się na szczegółach, precyzji i przestrzeganiu środków bezpieczeństwa, tak aby żołnierzom, sprzętowi i przede wszystkim widzom nic się nie stało.
Próbowałeś też roli komentatora. Co jest Ci bliższe – obserwowanie jednostki z daleka czy bezpośrednie uczestnictwo w akcji?
To trudne pytanie. Byłem 3 razy na Dniach NATO jako dowódca grupy i bezpośrednio w trakcie imprezy dowodziłem grupą rozpoznawczą. Oczywiście brakuje mi adrenaliny i bycia częścią tej dynamicznej demonstracji. Ale w tym roku po raz pierwszy doświadczyłam sytuacji odwrotnej. Brałem udział w planowaniu, uczestniczyłem w konferencjach poświęconych planowaniu i kierowałem samą demonstracją z wieży, skąd również komentowałem. Było to dla mnie wspaniałe i cenne doświadczenie. Widziałem ogrom wykonanej pracy. Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest wszystko skoordynować. Od logistyki po często sekundową synchronizację z siłami powietrznymi. Chociaż nadal ciągnie mnie do akcji w terenie, cieszę się, że mogłem zajrzeć pod maskę i zobaczyć szerszą perspektywę. Obydwa mają swoje zalety i oba popchnęły mnie do przodu.
Byłeś na jakichś misjach? Jeśli tak, czy możesz je krótko opisać?
Wykonywałem misje i pracowałem m.in. w Afganistanie czy Mali w Afryce. Jest wiele doświadczeń misyjnych, zarówno dobrych, jak i złych. Ta misja ogromnie cię zmieni jako osobę i żołnierza. Intensywność szkolenia i wdrożenia w rzeczywistym środowisku jest tam znacznie większa niż w warunkach domowych. Pół roku rozłąki z rodziną i przyjaciółmi nauczy Cię doceniać to, co w domu uważamy za oczywiste. Dla wielu żołnierzy te doświadczenia zasadniczo zmieniły ich życie. Kształtuje cię zawodowo. Najsilniejszym doświadczeniem dla mnie pozostanie niesamowicie bliska więź w zespole. W ekstremalnych warunkach dowiadujesz się, kim naprawdę są ludzie wokół ciebie i przynajmniej w naszej jednostce pogłębiło to relacje zawodowe w bardziej rodzinne.
Wraz z innymi kolegami zostałeś wysłany na trudną „misję” domową – w czasie pandemii wirusa pomagałeś w szpitalu. W jednym z wywiadów wspomniałeś, że było to wyzwanie głównie z psychologicznego punktu widzenia – przebywanie przez wiele tygodni w tak bliskim kontakcie z pacjentami bez rodzin, w dodatku w połączeniu z bezpośrednim niebezpieczeństwem zarażenia, musiało być naprawdę trudne. Jak wspominasz ten okres/to przeżycie wraz z upływem czasu?
Wspominam ten okres z wielkim szacunkiem. Nasza grupa z Prostějova była jedną z pierwszych, które wojsko wysłało do szpitali. Nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Było to coś zupełnie innego od tego, do czego jesteśmy zwykle szkoleni. Zamiast taktyki i broni musieliśmy zajmować się podstawową opieką nad pacjentem, pomocą w higienie pacjenta, często byliśmy przy nim jako ludzkie wsparcie. To było naprawdę trudne pod względem emocjonalnym. W szpitalach poznaliśmy wiele mocnych i często smutnych historii ludzi, którzy walczyli o życie, nie mając możliwości obecności bliskich przy sobie. Ale pokazało nam, że nasza współpraca z IZS ma sens i że pomoc obywatelom w kryzysie jest tak samo ważna, jak każde inne zadanie wojskowe.
Czy jest coś, czego ludzie nigdy by o Tobie nie powiedzieli?
Kuszące byłoby stwierdzenie, że jako spadochroniarz mam lęk wysokości, ale skłamałbym, naprawdę mi to nie przeszkadza. Jednak wiele osób dziwi się, gdy im mówię, że ze względu na mój wzrost i proporcje na pewno nie obejrzę z nimi horroru. Bardzo ich nie lubię, bo się ich po prostu boję. Każdy z nas ma swojego stracha na wróble i wolę zachować adrenalinę na prawdziwym polu niż w domu, w salonie, oglądając telewizję.
Co chciałbyś, aby goście wynieśli z Dni NATO – po obejrzeniu komentowanej przez Ciebie demonstracji lub po wizycie na wystawie statycznej 53. Pułku Rozpoznania i Walki Elektronicznej?
Chciałbym, żeby ludzie zabrali to z Dni NATO i wiedzieli, że nasza technologia robi wrażenie, ale jej serce tworzą ludzie, profesjonaliści, którzy są gotowi wiele poświęcić dla bezpieczeństwa tego kraju. Chcę, żeby wyszli z poczuciem, że mają armię, na której mogą polegać w każdej chwili. W dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek jest jasne, że bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze, a bycie częścią tak silnego sojuszu daje nam bezpieczeństwo, którego jako niezależne państwo raczej nie moglibyśmy znaleźć.
Co powiedziałbyś osobie rozważającej karierę w Armii Republiki Czeskiej?
Powiedziałbym, że wojsko to nie tylko praca, to styl życia. Jeśli szukasz łatwego sposobu, to nie tędy droga. Ale jeśli chcesz dowiedzieć się, gdzie są Twoje prawdziwe ograniczenia, pozyskać kolegów/przyjaciół, którzy Cię nie zawiodą i zrobić coś, co naprawdę ma sens, to nie wahaj się. Przygotuj się na ciężką pracę, ale uwierz mi, kiedy pierwszy raz zakładasz mundur i wiesz, że dałeś radę, warto.
















